Trzy złote za taki kawałeczek dziwnego francuskiego ciasta?! Zdziwiłam się, zwiedzając Jarmark Dominikański, na którym stoisko ze słodyczami mieli wystawcy z różnych stron świata. Kto mnie zna, ten wie jednak, że słodyczom nie przepuszczę, chętnie poznam i najwyżej będę sobie pluć w brodę, że zamiast tego, mogłam mieć kawę z automatu na dworcu. Dlatego też kupiłam wtedy baklawę.

Nie pożałowałam. Właściwe po zjedzeniu dwóch trzecich kawałka miałam dość. Ciasto z pistacjami i orzechami nerkowca pływało wręcz w syropie i powiedzieć o nim, że było bardzo słodkie to jak powiedzieć o Cher, że w sumie miała jakieś tam operacje plastyczne, ale niewiele. Pamiętam, że uwaliłam tą dziwną miodową masą mojego Torbalskiego, kieckę i w ogóle, nie dało się tego wytrzeć. Aromat orzechów i reszty zaś czułam nawet po popiciu tego jarmarcznym podpiwkiem. Cudo!

Baklawa Czym w ogóle jest baklawa? W skrócie, to taki bardzo słodki przekładaniec z ciasta filo, przypominającego nieco nasze ciasto francuskie, przełożonego różnymi orzechami, migdałami i polanego słodziutkim miodowym sosem. Czyli taka słodkość w słodkości, polana słodkością. Jest to smakołyk turecki, a ja tureckie smakołyki ubóstwiam… Chałwy, pismaniye, o którym niedawno pisałam – jakoś tak Turcja wie, co dobre.

Kiedy więc zobaczyłam baklawę na półce w Lidlu, wahałam się tylko chwilę, a to dlatego, że miałam kupić chleb i tylko i wyłącznie chleb. Nic więcej. Tradycyjnie jednak zwyciężyło łakomstwo. Po powrocie do domu pochwaliłam się mężowi „Bo na Jarmarku było drożej! A tu kilka kawałków, wychodzi taniej, tyle zaoszczędzić!” Następnie otworzyłam i sięgnęłam po pierwsze ciastko.Baklawa

Ciastko okazało się być… Truflą czekoladową. Czyli siekanymi orzechami schowanymi w gorzkiej czekoladzie. Nie mam pojęcia, co one robiły w tej paczce. Mężowi smakowało, mi mniej. Reszta na szczęście okazała się być rzeczywiście baklawą.

Ustalę może jedno!

Nie spodziewałam się, że pudełkowe ciasteczka dorównają baklawie z Jarmarku Dominikańskiego, zwłaszcza że wychodziły jednak sporo taniej. Za 12 kawałków zapłaciłam ok. 12 zł. I na tym niestety, plusy się skończyły. Bo nie spodziewałam się, że będzie tak dobrze, niemniej jednak miałam nadzieję na jakiś dominujący choćby smak. W wersji jarmarcznej przenikał się aromat orzechów, syropu i ciasta. W lidlowej? Nie czułam żadnego tematu przewodniego. Było ciasto, które razem z orzechami po przełknięciu pozostawiało zamiast lepkiej słodkości, odrobinę mącznego osadu. Była odrobina słodkiego syropu wewnątrz, na tyle żeby baklawa nie była za sucha. No i była słodycz, ale o wiele za mało.

Tragedii nie było, nie ma co pędzić z reklamacją albo krzyczeć, że nie o taką baklawę myłam wczoraj okna. Jeśli ktoś zetknął się po raz pierwszy i nie wie, co stracił, zapewne nawet mu posmakuje. Nawet nie mam poczucia wyrzucenia pieniędzy w błoto, natomiast drugiej paczki z pewnością nie kupiłabym.

Wolę już poczekać do kolejnego Jarmarku.

Komentarze

komentarze