Kiedy miałam jakieś dziesięć lat, w kioskach pojawiły się naszyjniki – dziwne takie, jakby z pogiętego w pętelkę drutu. Często w komplecie z bransoletką. Pamiętam nawet, że taki komplet kosztował około ośmiu złotych, co było w tych czasach, zwłaszcza dla dziesięciolatki, sporą sumą. Mimo to takie tatuażowe dusiki dostawało się od ciotek, babć i innych. Jak to bywa z biżuterią z kiosku, rwało się szybko i za chwilę dostawało się nowy. Latała w tym każda małolata, więc czułam się z tym „czymś” na szyi strasznie modna.

Taki nakładany tatuaż, dusik, choker, obroża czy Bóg jeszcze wie co, bo nazw na to strasznie dużo, dość szybko wyszedł z mody. Nic dziwnego, ta biżuteria, mimo że nawet ładna, jest dość tandetna. Czego wymagać od naszyjnika dla nastolatek, która z założenia ma kosztować kilka złotych? Opatrzył się więc, popsuł i zniknął z ulicy. Gdzieniegdzie czasem mykały spóźnione Grażyny w „obroży”, która po okresie świetności wyglądała strasznie tandetnie, ale i te powoli poznikały.

Dziś pojawiły się znowu. Wszelkiej maści aksamitki, pieszczochy i podobne, znów zaczęły zdobić dziewczęce i kobiece szyje. Te z plecionego drutu noszą najczęściej nastolatki. Dziewczyny nieco starsze wolą jednak aksamitki, rzemyki, itp. Tak jak było te kilkanaście lat temu. Nie wiedzieć jednak czemu pleciony drut stał się nagle synonimem czegoś złego.

O ile potrafię zrozumieć, że dla kogoś taka plecionka jest synonimem obciachu – to niestety jeszcze nie koniec. „Doszły mnie słuchy,że to „czarny pas w robieniu felatio”.”, pisze na facebooku chłopina z Jaworzna, sugerując kiepskie prowadzenie się każdej z dziewczyn noszącej obrożę. „Kiedyś również noszono takie rzeczy ! Tyle że nosiły je lesbijki” (pis. oryginalna), twierdzi admin strony „Po ch*j ci ta obroża”. Adminowi, zapewne sporo młodszemu ode mnie, spieszę donieść, że spleciony drut na mojej szyi w żaden sposób nie zmienił mojej orientacji seksualnej. Znajomym z tego okresu również nie. Być może to wpływ patriarchalnego ucisku stosowanego w naszych rodzinach, w każdym razie – argument jest inwalidą. Chyba jednak takie opinie nie są jedynymi, bo kolejna dziewczyna pisze „Nie odważyłabym się założyć takiej do szkoły. Od razu usłyszałabym jakieś głupie teksty typu „fajna obroża s*uko” albo gwizdanie za sobą. -.- Aczkolwiek bardzo mi się to podoba. Chociaż wolę obroże z kolcami.” Inna zaś trzeźwo zauważyła: „Trafiłam na stronę, która twierdzi, że ciasny naszyjnik świadczy o rozwiązłości seksualnej. Nie wiem czy to kraniec internetu czy co to jest ale ja odpadam.”

 

Czemu ludzie nadają takie znaczenie kawałka pogiętemu kawałkowi plastiku?

 

Rozumiem symbole okultystyczne, kojarzące się z daną religią, tradycyjną symboliką, kulturą czy też wrośnięte na stałe w subkultury niczym szalik Legii. Ale chińska plecionka? Dlaczego miałaby o swojej 13-letniej właścicielce mówić, że jest ona łatwą zdobyczą zarówno dla Sebastiana z klatki obok, jak i Krzysia z naprzeciwka i połowy innych Sebków z dzielnicy?

Może chodzi o to, że plecionka to ozdoba przez długi czas kojarząca się z tandetą? Być może, podobnie jak za moich czasów z tandetą kojarzył się kolor różowy, białe kozaczki i futrzane kozaczki. Osobiście z tandetą naszych czasów kojarzą mi się wary glonojada, których nagle zrobiło się pełno, również na polskich salonach oraz ogromne czarne brwi. Nieładne to i tyle, można zasugerować właścicielkom potrzebę poprawy gustu, ale że od razu kiepskie prowadzenie się? O ile jeszcze wydęte do granic możliwości wargi można na siłę połączyć z seksem – w jaki sposób zrobić to z plecionką? Że niby obroża, a co za tym idzie, sadomasochizm? Dla mnie brzmi to trochę jak „Masz rybki? Jesteś gejem”. Z drugiej strony, może głodnemu chleb na myśli i niektórzy wszędzie chcieliby widzieć łatwe dziewczyny?

 



Nie założyłabym dziś plecionki na szyję. Nie dlatego, że nie jestem lesbijką, źle się prowadzę czy jeszcze coś innego. Po prostu jestem na to za stara i plecionki już mi się nie podobają, a nawet wyglądają dla mnie tandetnie, podobnie jak tandetnie wygląda dla mnie cały powrót mody z lat dziewięćdziesiątych. Zbyt długo się z tego śmialiśmy, żeby teraz ludzie w moim wieku mieliby tak się ubierać. No, może poza fashion victim, ale to już praktycznie subkultura.

Z drugiej strony nie widzę powodu, dla którego miałaby tego nie nosić nastolatka. Ta dzisiejsza i dziś raczej nie założy korali za trzy stówy czy łańcuszka za tysiąc pińćset. Po pierwsze, zerwie jej się na w-fie, po drugie zdecydowana większość z nich za takie pieniądze będzie wolała kupić sobie coś zupełnie innego. Pod choinkę również mają bardziej wymarzone zestawy prezentowe niż ładna biżuteria. A czymś się ozdobić trzeba. Warto czymś podkreślić szyję, uwydatnić nieco rysy twarzy, po prostu troszkę się upiększyć.

Czemu więc nie plecionką?

 

Komentarze

komentarze