Do Sejmu trafił projekt, mający w zamyśle „uwolnić niedziele”. Ograniczenie handlu w niedzielę podzieliło Polaków i to bez względu na to czy znajdują się oni po prawej czy po lewej stronie. Co bardzo ciekawe, wielu konserwatywnych publicystów skrytykowało projekt. Również wielu moich znajomych podchodzi do niego bardzo negatywnie. Z drugiej strony, widziałam wiele zdań ze strony liberalnej światopoglądowo, że wolna niedziela jak najbardziej może nam się przydać. Podział jest więc bardzo niejednorodny.

Jak podaje portal informacyjny wolnaniedziela.pl, „W projekcie znalazły się liczne wyjątki dopuszczające handel w niedziele. Ma on być możliwy m.in na stacjach benzynowych, w piekarniach, sklepach usytuowanych na dworcach kolejowych i lotniskach czy w kioskach z prasą. Otwarte w niedziele będą mogły być również małe, osiedlowe sklepy pod warunkiem, że za ladą stanie ich właściciel. Projekt zakłada też m.in. ustanowienie siedmiu tzw. niedziel handlowych w ciągu roku. Sklepy mają być czynne m.in. w niedziele poprzedzające Boże Narodzenie oraz Wielkanoc oraz w okresach, w których organizowane są wyprzedaże.”

I ja jestem za wolną niedzielą. Tak, miałam wątpliwości. Wiem też, że nie będzie to łatwa i przyjemna zmiana, ale w dłuższej perspektywie bardzo nam się przyda. Dlaczego?

Sklepy nie będą zatrudniać

Widziałam już wyliczenia, że co siódmy pracownik straci pracę, że będzie pogrom, płacz i zgrzytanie zębów, bo pozwalnia się ludzi. Wiele znajomych osób pracuje w handlu. O dzień pracujący w niedzielę naprawdę nikt się nie bije. Są kłótnie o grafik, o to, że ktoś pracował w ostatnim miesiącu trzy niedziele, a tu wypadła kolejna. Mało kto taką niedzielę lubi.

Nie będą zatrudniać? Złośliwie odpowiedziałabym, że przecież po tym, jak Polakom dali pińćset, nikt nie chce pracować za kasą. Coś się nagle zmieniło?

Zakupy robię najczęściej w niedzielę

Ja niestety również często to robię. Wiem, nie powinnam, ale jakoś tak zawsze w niedzielę jest czas „na zakupy”. I co z tego? Teraz będę miała ten czas w sobotę wieczorem, ewentualnie w poniedziałek rano. A jeśli nagle nas przypili i okaże się, że w sobotę wieczorem zapomnieliśmy kupić papieru toaletowego, na szczęście są jeszcze małe sklepiki.

Tak, rozumiem, że wielu z nas ciężko pracuje od poniedziałku do piątku, nierzadko w sobotę, ewentualnie sprząta wtedy cały dom, a niedziela jest czasem na uzupełnienie zapasów żywnościowych. I nadal uważam, że możemy je uzupełnić w sobotę po południu.

Ale ja się relaksuję przy zakupach!

Ja też! Niby ścisk, głośno, hałas, rzucili rzodkiewki w promocji, więc lecimy, ale można się troszkę oderwać. Nic tak nie odciąga myśli od ciężkich spraw, jak dylemat czy kupić jonatana czy szarą renetę. A może jednak tradycyjnie zostawić warzywa i polecieć do sklepu po szare rurki? Zdrowe odżywianie poczeka na następny miesiąc, może nie umrę z braku witamin. Świetny taki relaks. A że panie, które mnie obsługują, dalekie są od relaksu?

To może jednak pójść do lasu albo na spacer do parku?

Nikt kasjerkom nie kazał pracować w handlu!

Ulubiona śpiewka wolnościowców. Volenti non fit iniuria, to przecież oczywiste, że każdy pracuje, gdzie chce! Każdy kołcz Ci powie, że mamy tylko to, na co się piszemy (KLIK! Tu piszę o kołczingu). Czemu praca w niedzielę ma być wyjątkiem?

A co, jeśli Ci powiem, że niektórzy nie mają wyjścia? Że akurat w tym regionie Polski praca kasjerki to jedyne wyjście i nikt nie chciałby stamtąd wylecieć za to, że chce spędzić niedzielę z rodziną? Że może ta osoba nie ma już szans na kurs grafiki komputerowej i raczej nie odmieni życia w tym kierunku? Grunt to pomysł na siebie? Nie bardzo i nie zawsze. Również mam poglądy raczej wolnościowe, a jednak w tym momencie czuję, że moje poglądy powinna ograniczać wygoda i życie osobiste ludzi, którzy niedzielę pragną spędzić gdzie indziej, niż w pracy.

Czemu niedziela? A może środa albo piątek?

To z kolei ulubiony argument katofobów. Sposród wszystkich chyba najgłupszy, bo o ile mogę zrozumieć większość wątpliwości, pytania, a nawet inne zdanie na ten temat, pytanie „dlaczego niedziela” jest chyba tylko na złość katolikom. „A ja lubię środy, może zrobimy środy wolnym dniem?”. Nie, nie zrobimy. Jakoś tak się u nas, jak i również w innych krajach europejskich utarło, że pracuje się najczęściej od poniedziałku do piątku, często również w soboty, a najrzadziej w niedzielę. Właściwie jeszcze niedawno, przed pojawieniem się lasu wielkopowierzchniowych sklepów, ciężko było dostać coś w ten dzień tygodnia, bo praktycznie wszystko było pozamykane.

To może zamkniemy wszystko, a nie tylko sklepy?

I to jest dość ciężki temat. Wiadomo, że nigdy nie będzie tak, że nikt nie pracuje w niedzielę. Na stanowisku siedzi lekarz, pielęgniarki, straż pożarna, policja, maszynista, kierowcy autobusów… Można wymieniać naprawdę długo. Świat nam się rozwinął i niedzielna praca stała się czymś powszechnym. Ciężko się bez niej obejść. A jednak czasem można. Nie trzeba choćby robić zakupów w niedzielę.

No tak – ale przecież również dobrze nie trzeba chodzić do kina, do kawiarni i do restauracji. Czemu nie zakazać otwierania restauracji w niedzielę? Kelnerzy i kucharze również przecież bardzo ciężko pracują. Albo praca w niedzielę dla każdego albo dla nikogo.

Można i w drugą stronę. Czemu nauczyciele nie pracują w niedzielę? Pracownicy korporacji? Biurokraci? Czemu oni mają mieć lepiej, niż handlowcy? Dlaczego nie nakażemy im pracy w niedzielę? Tak, zawsze ktoś będzie pokrzywdzony. Szczerze mówiąc, nie wiem czy restauracje powinny być w niedzielę otwarte. Niech i to będzie celem następnych debat, jak najbardziej jestem za. Tylko czemu przez to mają cierpieć handlarze?

I tak, znam argumenty „przeciw”. Przyzwyczajenia ludzi, straty spowodowane zamknięciem hipermarketu na jeden dzień i inne. Nie wchodzę tu we wpływ na polską gospodarkę, bo tutaj opinie są tak podzielone, że starczyłoby pewnie na trzy kolejne posty. Znam argumenty i uważam, że ciężko pracować, nie mając jednego pewnego wolnego dnia, jakim jest niedziela. Podziwiam osoby, które muszą i które od początku szły ścieżką zawodu, w których zajęte niedziele są wręcz pewne. Sama również w niedziele pracowałam – było ciężko.

Dlatego zauważyłam też, że przeciwnikami wolnej niedzieli są dużo częściej ci, którzy wtedy nie pracują. Nie, nie tworzyłam statystyk, nie chodziłam po stronach, czytając komentarze – to spostrzeżenie z grona moich znajomych. Być może bardzo tym generalizuję i znajdzie się ktoś, dla kogo pracująca niedziela jest super i jest to najlepszy dzień na pracę. Być może.

Komentarze

komentarze