Działo się w tym roku i to nawet jak się działo! Niby mężów i dzieci mi nie przybyło, niby zmian większych nie zanotowałam. Poza przeprowadzką, ale ta w moim życiu jest już tak bardzo normą, że ciężko mi wręcz osiąść w jednym miejscu. Niby nawet nigdzie specjalnie nie wyjeżdżałam, a jednak się działo!

Przede wszystkim, rozhulałam nieco bloga. Pewnie zauważyliście, że jakoś w międzyczasie pojawiło się troszkę więcej wpisów. Was również na szczęście tutaj przybyło, jesteście tu wciąż niewielką, ale naprawdę klimatyczną grupką osób, których nie odstrasza moje poczucie humoru. Gdyby było inaczej, wzorem innych zablokowalibyście moją stronę wszędzie, gdzie się da.

Na koniec roku uraczę Was więc artykułami, które czytaliście najchętniej. Dobrze widzicie, że rysuje się tu wyraźna pro-edukacyjna tendencja! Brzmiałoby nieco jak wskazówka, w którą stronę iść. Gdyby nie to, że moje życie obiera obecnie nieco inny kierunek, niż edukacja, więc rzucanie się z blogiem głównie w te treści mijałoby się z celem.

Nie zanudzając bardziej – oto topowe 5 tekstów!

5 – o chorych córkach

Czy „mam horom curke” jest zabawne? Pytałam Was, gdy media społecznościowe zalały żarty z kobiet sępiących o dary dla swojej chorej córki, nieraz nawet takiej nie mając. Czy jednak jest z czego żartować? Jak czują się matki, które chore dziecko mają rzeczywiście?

Artykuł zajął w rankingu najpopularniejszych zaszczytne piąte miejsce.

4 – O oligofrenopedagogu

Co ciekawe, Zawód: oligofrenopedagog to również jeden z artykułów, na który najczęściej wchodziliście z wyszukiwarki. Jak widać, duch w narodzie nie ginie i nadal zastanawiacie się nad tym pięknym zawodem! I dobrze, bo to połączenie trudu z naprawdę świetną zabawą! Wahasz się? Nie wiesz czy dasz radę? A może zwyczajnie chciałbyś wiedzieć, z czym to się je? Chętnie rozwieję wątpliwości.

3 – o przedszkolach całodobowych

Przedszkole całodobowe – przechowalnia czy wybawienie dla rodziców?  Oj, zaiskrzyło, zagrzmiało i zaczęło padać. Jeśli istnieją tematy sporne, których nie należy poruszać, nie chcąc pokłócić się z towarzystwem, z którym przed chwilą słodko ćwierkało się przy kawce, to ten jest jednym z nich. A ja uważam, że pod pewnymi warunkami pomysł nie jest zły, choć wykonanie niestety gorsze. A dlaczego, to już sprawdźcie sami.

2 – o kwiatach dla nauczyciela

Czy kupować kwiaty nauczycielowi? Pytałam się zarówno tych, którzy uważają, że nauczyciel to darmozjad ze zbyt dużą pensją, powiększaną co chwile za sprawą, pożal się Boże, awansów, jak i rodziców, którzy nauczycieli doceniają. Tych drugich było na szczęście więcej. To jak? Róże, frezje, irysy czy figa z makiem?

Czego nie wybierzecie, ja tam poproszę słodycze. Dużo słodyczy.

1 – o tym, jak przegrałam życie na magisterce

Jak wkopałam się ze specjalnością na magisterce?  W bardzo prosty sposób – nie ogarniając przepisów. I to nic, że nie ogarnęła ich również moja uczelnia i tak naprawdę po dziś dzień nie wiem czy mogę wykonywać ten zawód czy nie. Suplement do dyplomu swoje, a życie oraz interpretacja przepisów swoje.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło! Mimo że wyszedł całkiem niedawno, to najpopularniejszy artykuł, jaki w tym roku napisałam!

A porażki?

Tak więc, działo się. Jak już pisałam, Was przybyło i mam nadzieję, że stale będzie przybywać. Oprócz tego, współorganizowałam dla Was dwa ciekawe konkursy i w ogóle, fajnie się razem bawiliśmy, no nie?

Czy coś poszło nie po mojej myśli? Wydaje mi się, że niestety głównym niepowodzeniem było postawienie na facebooka. Niby dobrze, ale jak pewnie wiecie, coraz mocniej zaczął on ograniczać widoczność postów. I tak, mimo że jest Was więcej, widzi mnie coraz mniej.

Kiedy w sierpniu zaczęłam zauważać, że coś jest nie tak, najpierw wyrzucałam sobie, że widać, mam spadek formy. Może to końcówka wakacji. Na szczęście Rozkminy to nie jedyny fanpage, który prowadzę, a źle działo się wszędzie. Równolegle na lecące na łeb i na szyję zasięgi zaczęli narzekać najwięksi blogerzy. Nie będę tu rozwodzić się nad tym czy monopolista ma prawo robić w ten sposób ludzi w wała czy też to oszustwo. Tak jest i tyle.

I trzeba z tego wyciągnąć wnioski oraz próbować inaczej. Próbuję więc. Powiadomienia o nowych artykułach (jak i inne ciekawe treści) zobaczycie między innymi na Instagramie oraz Twitterze, gdzie zachęcam, żeby mnie zaobserwować. Kiedy natomiast wejdziecie na bloga, Waszym oczom ukazuje się pytanie na temat powiadomienia o nowych wpisach. Polecam się zgodzić – nie boli, nie zaśmieca specjalnie, a będziecie na bieżąco. Czy mogę zrobić coś więcej? Pewnie mogę, ale nad tym będę już kombinować w przyszłym roku.

Do zobaczenia tam 🙂

Komentarze

komentarze