Zauważyliście może, że od jakiegoś czasu brakuje nam chyba jakiegoś urozmaicenia w życiu, więc zaczęliśmy celebrować różne ciekawe dni? Moim ulubionym jest dzień leworęcznych, kiedy przypominam sobie, że statystycznie będę żyć krócej, niż moi praworęczni znajomi. 31 sierpnia natomiast obchodzimy sobie Dzień Blogera albo też Dzień Bloga.

Jakoś ten dzień dopadł mnie dopiero w tym roku. W zeszłym, przyznam się bez bicia, nic o nim nie słyszałam. Pewnie dlatego, że mimo iż od roku blog prowadziłam, robiłam to nieco mniej regularnie. Dobrze mi jednak ze świadomością, że mam kolejny dzień, w którym bezkarnie mogę kupić sobie jakiś łakoć, żeby „to uczcić”. Zawsze to lepsze, niż imieniny Ani – ani moje ani Twoje.

Poważnie jednak, po co taki dzień się obchodzi? Kalendarze dni ciekawych objaśniają, że Dzień Blogera jest między innymi po to, by dzielić się blogowymi odkryciami, pomagać wyłuskać blogi małe, mniej doceniane, te które giną gdzieś w zalewie rekinów blogosfery. Innym założeniem jest dzielenie się blogami z różnych stron świata i polecanie ich swoim czytelnikom.

No więc spróbowałam

Przeczytałam uradowana założenia, przemyślałam i mina mi nieco zrzedła. Przypomniałam sobie, że w Polsce mamy cykliczny „Share Week”, podczas którego dzielimy się takimi odkryciami. Przypomina mi to zresztą wybieranie się w gimnazjum do drużyny w siatkówkę na w-fie. Albo jesteś wybrana od razu i skaczesz z radości, albo akurat nikt Cię nie lubi, bo jako jedyna w klasie nie nosisz jeszcze adidasów z nowej kolekcji i zostajesz na końcu albo też po prostu nie umiesz grać w siatkówkę i też zostajesz jako ta ostatnia.

No więc „Share Week” jest o tyle zabawniejszy, że wiele osób publikuje swoją listę, niektórzy liczą na wzajemność, a potem obchodzą się smakiem albo po prostu jest im przykro, że nikt ich nie lubi. To jednak nie żaden argument i nie marudzenie, bo ja zabawę jak najbardziej popieram! Dzięki niej można znaleźć naprawdę świetne perełki. Przyznam, że miałam ochotę przedstawić jakieś właśnie w Dzień Blogera, ale troszkę z braku czasu (weź wybierz te najlepsze ze wszystkich cudnych!), jak również chcąc zachować to na później, wstrzymam się. I takie zestawienie się tu jednak pojawi!

A może blogi z różnych stron świata? To dopiero świetny pomysł! Czytelnicy dowiadują się o blogu, który jest popularny w Gwatemali, na Bali, w Chile, bo umówmy się, na Francję czy Włochy jesteśmy zbyt mainstreamowi. Problemem może być moja nieznajomość języka – aż wstyd przyznać, że w dobie globalizacji i zacierania się granic dukam ledwie po angielsku. Przykro mi więc, blogów z Azerbejdżanu szukajcie sami.

Po co mi więc taki dzień?

Tak się składa, że Dzień Blogera jest blisko urodzin mojego bloga, zaledwie cztery dni różnicy. Jest to więc świetny czas na refleksję – czy nadal tak świetnie rzucam tu sucharami? Czy przypadkiem nie schudłam? Czy zrobiłam cokolwiek, żeby blog był bardziej zjadliwy dla czytelników? A może warto zrobić coś więcej?

I tak jakoś, ogarniając refleksją powyższe, mogę być zadowolona. A to nie tylko dlatego, że schudłam, ale ostatnie miesiące dopieszczałam co chwila blogowy szablon, żeby ładny był, żeby dobrze się czytał, a nawet „dokształcałam się” na See Bloggers (KLIK! Widziałeś już, jak tam było?), gdzie z wieloma mądrzejszymi ode mnie osobami wymieniałam blogowe doświadczenia. I wydaje mi się, że jakieś tam owoce są i że ukierunkowałam się na robienie tego co robię nieco lepiej. Mam rację, że mi się wydaje?

Pozdrawiam więc w ten piękny dzień i wszystkim blogerom, bez względu na to czy jesteście potężnymi rekinami blogosfery, którzy dziś na blogu zarobią kolejne wypracowane tysiące czy też właśnie wczoraj założyliście blogaska na bloxie, życzę ogromnego kawałka tortu, który nie idzie w boczki. Drugiego kawałka tortu życzę moim cudownym czytelnikom. Należy się Wam!

 

Komentarze

komentarze