Zawsze z rozbawieniem śledzę doniesienia o „grobbingu” – przepychankach przy grobach, rewii mody polegającej na ubraniu jak najbielszych kozaczków, jak najkrótszej miniówy, jak najbardziej ordynarnej panterki, jak najmniej gustownego garnituru, pamiętającego czasy PRL-u.

Kojarzycie te rysunki: „Gdzie się pchasz, idioto?!”, „Jak jedziesz, baranie?”, „Ten wiecheć to chyba Twój brat musiał kupić”, „Ona zawsze te najtańsze znicze bierze, skąpiradło”, i tak dalej. Każdy przytakuje, mówi że tak właśnie wygląda sytuacja na ich cmentarzach, w rodzinie i ogólnie, 1 listopada.

Kurczę, dlaczego u mnie nie? Zastanawiałam się po tegorocznym święcie Wszystkich Świętych, gdy już siedziałam w ciepłym domu, popijając gorącą herbatę i próbując przełknąć wrażenia związane z odwiedzinami u tych wszystkich ludzi, którzy byli mi bardzo bliscy, tych którzy zmarli całkiem niedawno i których mam jeszcze przed oczami. Rzeczywiście, jest tak źle z naszą kulturą?

Przyznam, że chyba czegoś nie zauważyłam

Bo naprawdę nie widzę tych sytuacji, o których mowa, gdy krytykujemy święto 1 listopada. To znaczy, z pewnością trudno jest u mnie wyjechać samochodem. Cmentarz jest strasznie duży, w dodatku jedzie się do niego wąskimi bocznymi uliczkami. Kiedy ludzie zbierają się do wyjścia, wygląda to tak, że idę na piechotę do oddalonego o 3 kilometry domu i jestem szybciej, niż ci którzy jadą tam samochodem. Nikogo to chyba jednak nie dziwi.

Mogę się tylko domyślać, jakie przekleństwa i wyzwiska lecą od tych, którzy zaparkowali blisko nekropolii. I mimo że już kilka dni przed 1 listopada trąbi się, że cztery kółka warto zaparkować dużo dalej, a na cmentarz udać się spacerkiem, korków w tej sytuacji nie unikniemy. Podobnie jak nie unikniemy ich podczas innych większych wydarzeń.

Ale żeby ludzie byli dla siebie bardziej nieuprzejmi? Ten cmentarz odwiedzam co roku odkąd pamiętam i zanotowałam w pamięci jeden incydent, gdy karyna wyzwała kogoś, kto „trącił” ją przypadkiem trzymanym na ręce dzieckiem. Sytuacja z gatunku tych niesmacznych. Ot, mogło zdarzyć się w każdej Biedronce. Dziś gdzieś z boku słyszałam jakieś pretensje o przydeptanego buta. A ścisk był spory, reszta jednak potrafiła się zachować. Na dzikie tłumy ludzi te przypadki to naprawdę margines.

Rewia mody? Panterki nie widziałam, badziewnych kozaczków również, nawet podarte spodnie jakoś się ukryły. Może dlatego, że było zimno i każdy wolał opatulić się możliwie szczelnie, zwłaszcza że prawie cały dzień siąpił drobny deszcz? Z drugiej strony, w ogóle coraz mniej na ulicy tego typu strojów. Mam wrażenie, że znów potrafimy ubrać się coraz lepiej. Mylne?

Nie mówię, że u Was jest tak samo

To moje zdziwienie i moja sytuacja. Być może Ty,wracając z cmentarza, o mały włos nie zostałeś przejechany przez idiotę, który wkurzony sytuacją na drogach stwierdził, że nie będzie czekał na pasach, aż wszyscy przejdą. Być może Ty usłyszałaś przypadkiem, jak Twoja ciocia szepcze do drugiej, że znicze, które kupujesz co roku, to kompletne bezguście i zawsze po cichu je wyrzuca. Być może w tłoku zostałeś trzy razy szturchnięty, dwa razy wyzwany od debili, co nie umie chodzić, a na koniec zmieszany z błotem przez jakąś staruszkę.

Nie twierdzę, że tak nie jest. W końcu, skądś się bierze uprzedzenie związane z 1 listopada. Skądś się bierze to, że ludzie twierdzą że swoich bliskich w grobach odwiedzą za kilka dni, jak ludzie z cmentarza znikną… To znaczy, ci żywi ludzie. Reszty nikt chyba nie ma zamiaru wyganiać.

Ciężko mi jednak uwierzyć, że tak jest „ogólnie„. Że głównie takie wspomnienia mamy z dniem Wszystkich Świętych. Że kojarzy się nam z wredną babcią ustawiającą po swojemu wszystkie znicze, wciskającymi się w tłum, niczym zamachowcy, kierowcami oraz rewią mody. Nie chcę głupio kończyć hasłem „każdy widzi to, co chce widzieć”, bo każdy z nas ma przecież inne doświadczenia.

Jakie jest Twoje?


Jestem również na Twitterze! Wpadniesz tam? 

Komentarze

komentarze